Lifestyle

A może by tak…

A może by tak…

– „Dominika, może założyłabyś bloga? – zapytał, tak trochę out of the blue.
– „Bloga? Co ja miałabym tam niby pisać?” ździwiona zapytałam.
– „No nie wiem, zawsze masz tyle do powiedzenia. Opiszesz jak wygląda bardzo niedoświadczone macierzyństwo i jak to jest zachwycać się palcem u Antosiowej stópki”

Założyłam. Tym palcem mnie namówił 😉 a teraz tak serio. W dobie Internetu i „kręgu złotych cioć” możliwe jest by istniało niedoświadczone macierzyństwo? Przecież wszędzie możemy znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie, jakie by ono nie było. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce chociażby „kolki, ulewanie, niemowlę” a reszta sama się dopisze i doszuka.  Czy w takim wypadku możliwe jest by mając dziecko mówić, że jest się niedoświadczoną?

Otóż tak…! Po urodzeniu swojego maluszka, mimo studiów powiązanych z macierzyństwem, moja wiedza miała stopień równy zero. Mimo wielu rad osób trzecich czy też szczęśliwemu trafowi wujka Google nie stałam się perfekcyjną mamusią Czy to się zmieniło? Poniekąd tak, bo zaczęłam się uczyć na własnych błędach.

Pewnie w tym momencie zadajecie sobie pytanie „wiec po co Ci ten blog?” A po to, by pokazać przyszłym i młodym mamom, że nie musimy być idealne a macierzyństwa każda uczy się na własnej skórze – poeksperymentujmy więc razem, ok? 🙂

 

Processed with VSCO with a2 preset

Mogą Ci się spodobać także

No Comments

Zostaw komentarz